Na ogrzanie

Tagi

, , , , , ,


Już dawno chciałam podzielić się jednym ze swoich ulubionych obrazów. Trafiłam na niego przy okazji poszukiwań (oczywiście zupełnie innych rzeczy) w internecie. Impulsem, by w końcu tu wrzucić i obraz i twór, który kiedyś spłodziłam pod jego wpływem były zajęcia nazwane szumnie „Poezja a sztuki plastyczne (liryka polska po 1956 roku)”. Zajmujemy się przede wszystkim omawianiem ekfraz (opisów dzieł sztuki w utworach literackich. Tu, ze względu na przedmiot – w poezji). Postanowiłam zaserwować i obraz i moją ekfrazę. Troszkę spóźnione, jesienne klimaty. Niech ciepło płynące z barwnej nocy ogrzeje serducha i rozświetli tak pięknie w ten chłodny czas… :)

The Loneliness of Autumn (by Leonid Afremov)

‚The Loneliness of Autumn’ by Leonid Afremov
(„Samotność jesieni” Leonida Afremova)

na tej ulicy
noc
wcale nie jest martwa
rozbłyska barwami
na niebie
wśród konarów drzew
na mokrym asfalcie
rząd lamp
roziskrza powietrze
a
ławka
wciąż pusta…
a
ja
wciąż
czekam
ale
nikt nie nadchodzi
bo…
nikt
nie wymarzył sobie
barwnej nocy
oni
pozostali w mroku
tam
mijają się
przechodząc czarną aleją
w ciemnych płaszczach
bez słowa
bez
iskry
w szklistych oczach

21.06.2009

Reklamy

Po przerwie…

Tagi


Trochę zeszło z tym pisaniem. I tu i tu. Duuużo się podziało tak przy okazji, w większości pozytywnie. Może i o tym niedługo cosik będzie. Tylko się trochę zabiegałam, więc nadrabianie w pisaniu pewnie chwilę mi zajmie… Za to na dobry początek załączam całkiem świeży tekst, bo sprzed tygodnia (ach, te porywające zajęcia na uczelni, gdyby nie one, wena nie miałaby mnie kiedy dopaść) :p

* * *

źródło ukryte w jaskini
osłonięte
trwa
spłynęło do groty
by zachować
swoją życiodajną moc
by
już nikt
nie zmącił jego wód
nie wyczerpał do ostatniej kropli
teraz śpi
nad taflą
unosi się
mgiełka snów
marzeń
tęsknoty
by
żywić
by
ktoś
zechciał je odnaleźć
odkryć
i rozlać na powierzchni
tak
by światło
mogło tańczyć na jego tafli
by przeglądały się w nim
oczy gwiazd
by ukazać i jego oblicze
i orzeźwić
obmyć
sen
marzenie
by je osłoniono
rozbito na brzegu obóz
by mogło się dzielić
napełniać
światłem
siłą
kojącą melodią fal

Dżem szwajcarski

Tagi

, , , , , ,


Mały powrót do moich rewolucji kuchennych :)

Tym razem chciałam podzielić się przepisem na świetny, moim zdaniem, dżem. Dostałam kiedyś listę przepisów na różne przetwory od mamy Joli, mojej koleżanki ze studiów. Zaintrygowała mnie wtedy pozycja zatytułowana dżem szwajcarski. Jakiś czas później przyjechałam do Krakowa z dużą ilością owoców z sadu. Ponieważ pokrywały się z tymi, których potrzeba do jego wykonania, podjęłam wyzwanie. Efekt tak mnie zaskoczył, że postanowiłam produkować ów dżem co roku.
Parę dni temu, przy gotowaniu czegoś rodzince uznałam, że to już ostatni dzwonek, by zabrać się za wytworzenie kolejnej partii owego specjału (akurat załapałam się na końcówkę śliw i gruszek). Dziś już wylądował w spiżarce, ale pod surowym przykazaniem zabrania go sobie do Krakowa, gdyż nieusłuchanie grozi ekspresowym jego pochłonięciem ;) A ponieważ i tym razem wyszedł bezproblemowo, postanowiłam się podzielić przepisem i polecić go gorąco wszystkim miłośnikom domowych przetworów.

Składniki:

  • 1 kg jabłek;
  • 1 kg śliwek;
  • 1 kg gruszek;
  • 1 kg cukru (lub mniej, gdy owoce są słodkie).

Przygotowanie:

  1. Śliwki wypestkować, jabłka i gruszki obrać ze skórki i pokroić na kawałki (bez gniazd nasiennych).
  2. Zasypać cukrem na noc (polecam w głębszej misce, bo puszczają sporo soku).
  3. Następnego dnia smażyć aż owoce zaczną się rozgotowywać (najlepiej nie wlewać od razu wszystkiego na patelnię, ale podczas smażenia sukcesywnie dolewać po parę chochelek soku). Warto, by dżem był w postaci półpłynnej, ponieważ jeszcze się trochę zetnie.
  4. Gorący dżem wkładać do gorących (wyparzonych) słoików, zamknąć, odwrócić do góry dnem i pozostawić na desce do ostygnięcia.
  5. Gdyby przeciekały trzeba pasteryzować.

Pasteryzacja:

  1. Na dnie garnka ułożyć ściereczkę bądź dwie.
  2. Ustawić słoiki, ważne, żeby były mniej więcej jednej wysokości, jeśli jest różnica,  podłożyć kolejną ściereczkę pod te niższe.
  3. Uzupełnić garnek wodą do 3/4 wysokości najniższego słoika (nie może sięgać przykrywki).
  4. Przykryć i postawić na małym ogniu. Gdy zawrze, pasteryzować 15 min.
  5. Następnie wyłączyć ogień i wyjmować słoiki. Każdy dokręcić i ustawić na grubszej ściereczce do góry dnem.
  6. Wszystko przykryć ściereczką. Na drugi dzień gdy ostygną, można już przenieść do spiżarki.

No i to by było na tyle :) Nie wychodzi go baaardzo dużo, ale jest wydajny.
Na koniec załączam materiał poglądowy ;)

Komisarz Spalony i Oślepiający Wróg

Tagi

, , ,


Teatrzyk Anarriel i Przyjaciele

ma zaszczyt przedstawić
mrożącą krew w żyłach
historię piekielnej intrygi
„Komisarz Spalony i Oślepiający Wróg”

Występują:
Komisarz Spalony – młodzieniec o słowiańskiej urodzie
Reporter Ciemna Karnacja – pół-kobieta, pół-Ukrainka o lekko skośnych, tatarskich oczach

Scena I
Piękny sierpniowy dzień. Upał niezmierny unosi się w całej Małopolsce ścinając mózgi i dusząc w zarodku jakąkolwiek chęć zrobienia… czegokolwiek. Słońce nie pomaga, paląc wszystko na swej drodze.
W tej jakże inspirującej scenerii Komisarz Spalony snuje historię o tym, jak rozwikłał intrygę zastawioną przez Oślepiającego Wroga i jego Wspólników.

Komisarz Spalony
Jak ja nie lubię Słońca…
A do tego chyba jestem przeziębiony.

Reporter Ciemna Karnacja
Oj?
Ale… jak to?
Kiedyż to, Komisarzu, mogłeś się przeziębić?

K.S.
Nie wiem… Nic nie poradzę na to istne szaleństwo: zimno mi w stopy i się pocę w swetrze, bo mi zimno.
(zastanawiając się): Może będzie lepiej jak wezmę ciepły prysznic.

R.C.K.
I wypij herbatę. Z miodem.

K.S.
A tam…

R.C.K.
Ech…

K.S.
(z nagłym ożywieniem): O, wiem!

R.C.K.
(zdziwiona): ?

K.S.
Wiele różnych czynników maczało w tym palce.

R.C.K.
Na przykład?…

K.S.
Jazda pod wiatr… Spore ilości Pepsi…

R.C.K.
(z przekąsem): Wow…
I co, niby przez to mogło?…

K.S.
Aha. Nie wiem. Może jak się umyję, to będę zdrowy.
Idę sprawdzić czy to pomoże, wrócę niebawem.

Scena II

K.S.
(z błyskiem w oku): Wiem, co się naprawdę stało.
Pojąłem to od razu kiedy spojrzałem w lustro.
Otóż wszystko zaczęło się, kiedy w południe wybrałem się na przejażdżkę rowerem. Słonce było wysoko, niebo bez chmur, ale wtedy jeszcze nie rozumiałem, co nastąpi.
Otóż podczas mojej dziecinnej frajdy, powoli, z nieświadomością z mojej strony, proces postępował. Opalałem się.

R.C.K.
Ach…

K.S.
I tym sposobem nabrałem rumieńców: na twarzy, szyi i części ramion.

R.C.K.
Nie martw się Komisarzu, nie jesteś z tym sam.

K.S.
To jeszcze nie koniec.
Teraz czas na drugiego złoczyńcę, mniej widocznego niż Słońce, lecz równie złowrogiego: Wiatr.

R.C.K.
(zaintrygowana): Cóż z nim?

K.S.
Siedząc beztrosko przed komputerem nie zdawałem sobie sprawy z tego, że w mieszkaniu panuje Przeciąg!

R.C.K.
No to paskuda mógł zaszkodzić…
Ładne połączenie. Nie przejrzałeś intrygi:
opalony i zawiany.

K.S.
Wprawdzie drzwi były zamknięte, ale okna pootwierane, a w tych mieszkaniach drzwi nie są szczelne. Tym sposobem złowrogie, Zimne Powietrze powoli, ale skutecznie ochładzało moje rozgrzane Słońcem części ciała.
No i naturalna reakcja organizmu: obrona – trzeba podnieść temperaturę.

Ujrzeliśmy właśnie w jak misterny sposób żar współpracował z delikatnymi zmianami ciśnienia, aby doprowadzić istotę ludzka do skraju wyczerpania.

R.C.K.
No i jak poszła ta walka?

K.S.
Zamknąłem okna.

KURTYNA

– – –

W kolejnym odcinku: Komisarz Spalony rozwiązuje problem prezentu urodzinowego dla znajomego. Albo coś innego. Zobaczymy. ;)

***Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń nie jest przypadkowe. Rozmowa, niewiele różniąca się od wyżej przytoczonej, naprawdę miała miejsce. Imiona i nazwiska i zostały zastąpione odpowiednimi do sytuacji charakterystykami :D***