przemyśleń kilka w sobotnie popołudnie
Muszę przyznać, że ludzie chyba nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać. Może jednak powinnam iść na maxa na psychologię? Niesamowite jest to jak czasem mylnie odczytują innych. Albo bardzo mylnie, albo przekręcają. Nic, ważne, że samemu się wie jak jest. Żeby to kurcze było pojedyncze zdarzenie, ale nie. Przyznam, że o tyle mnie to denerwuje, że jednak fajniej by było jakby można było jasno mieć wszystko. Jedno to jak chcemy, żeby inni nas postrzegali (niesamowicie dużą rolę odgrywa to autoprezentacja – nasze działania wobec innych, wpływ na postrzeganie nas przez innych), a drugie jak to odbiorą, albo jak to przekręcą przez wiele czynników – swoje spojrzenie, spojrzenie swojego otoczenia, aktualną sytuację. Nigdy nie wiadomo co z tego wyjdzie. Masakra. Chcesz być prawdziwy, a ktoś widzi cię, odczytuje inaczej, krzywo jakoś. I jak z tym coś zrobić? Bo takie coś powoduje dyskomfort. Ale trudno przetłumaczyć ludziom część rzeczy.
To tak jak w Garden State. Przez jeden wypadek w dzieciństwie ojciec Andrew Largemana myślał, że mały jest agresywny. Zupełnie nie zrozumiał syna, powodów jego jednorazowego wybuchu złości i frustracji i ustawił jego życie, które stało się egzystencją otumanionego przez leki młodego człowieka. Pocieszające jest to, że młody Large chce od nowa wszystko odbudować. Niezależnie od tego, co było kiedyś. Zaczyna od odstawienia niepotrzebnych leków, później poprzez różne zdarzenia towarzyszące jego powrotowi do domu, obserwację życia dawnych przyjaciół i spotkania z różnymi ludźmi dochodzi do tego co ważne, czego chce i jak to zbudować.
O tym filmie miałam jeszcze napisać, ale w innym kontekście. Ostatnio czasu brakło niestety, może później. Teraz wrócił w kontekście ja–inni, aż fajnie. Polecam go, mimo, że tu opis mógł nie być aż tak zachęcający. Ale soundtrack ma świetny, poza tym daje do myślenia, choć prosty.
Wracając. Cieszy to, że można odkryć siebie, żyć w zgodzie z tym i czuć się szczęśliwym, fair. Tylko jakiś dysonans zawsze powstaje, zwłaszcza, jeśli otoczenie lub jednostki odbierają cię nieprawdziwie. Bo dlaczego? Tego nie w sposób wyjaśnić, co inny to inne przeżycia, spojrzenie i wartości. Wiadomo, nie dogodzisz wszystkim. Smutne to tylko jak dawni przyjaciele okazują się tymi, którzy już cię nie rozumieją. Ale cóż, człowiek zmienia się całe życie. Każdy, oni też. Bywa, że nadchodzi czas, by powiedzieć “Adieu!” i popłynąć w swoją stronę. Bo czasem wektory życia kierują nas ku innym horyzontom.
Pocieszające, że jest Ktoś, Kto zna nas takimi naprawdę i to w sumie jest najważniejsze. Ludzie są tylko ludźmi i mogą źle widzieć, mylić się. Każdy. Z resztą. Ani ja, ani nikt nie jest wolny od błędu i to, że np. mnie rani jakaś nieprawdziwość, niesprawiedliwość, to nie znaczy, że ja nie ranię czymś takim innych…
Pozostaje tylko pójść swoją drogą i zanucić:
Żegnam was, już wiem
nie załatwię wszystkich pilnych spraw.
Idę sam, właśnie tam
Gdzie czekają mnie.
Tam przyjaciół kilku mam od lat.
Dla nich zawsze śpiewam, dla nich gram.
Jeszcze raz, żegnam was
Nie spotkamy się.