Nie ma to jak wypróbowywanie nowych smaków…
Otóż po odkryciu przyprawy curry (jej ciekawego smaku oraz właściwości – ma właściwości antyrakowe) uznałam, że warto spróbować konkretnego dania z nią przyrządzonego. Padło na kurczaka curry (słynne chicken curry, o którym wspomina się za każdym razem mówiąc w szkole na angielskim o wpływach innych kultur w Wielkiej Brytanii – a jednak coś w głowie zostało…). W końcu, po odnalezieniu przepisu, ustaleniu terminu na sobotę, oraz zakupieniu potrzebnych składników, w studenckiej kuchni powstało kolejne „burżujskie” danie.
I – dodajmy – zjedzone ze smakiem, konsumenci zaś jak dotąd mają się całkiem dobrze.
Aby je wykonać potrzeba (przepis na 4 osoby):
- 4 piersi kurczaka;
- 2 duże opakowania gęstego jogurtu naturalnego (ja znalazłam taki z Bakomy);
- sok z 1 cytryny;
- 2 łyżeczki curry;
- 1 łyżeczka zmielonej kolendry (jeśli będzie cała, to można ją potraktować wałkiem na desce do krojenia, też działa);
- 1 łyżeczka cynamonu;
- 1 łyżeczka startego na tarce korzenia imbiru;
- natka pietruszki;
- ryż.
Zmieszać w misce jogurt, curry i korzeń imbiru, potem dodać sok z cytryny, kolendrę i cynamon. Pierś kurczaka pokroić w kostkę i zostawić w marynacie na (minimum) godzinę. Blachę do pieczenia wyłożyć papierem i na to wyłożyć zamarynowanego kurczaka (najlepiej, by jeszcze trochę marynaty zostało w misce). Piec w piekarniku nagrzanym do 235°C przez ok. 20–30 min. dodając marynatę, by kurczak za bardzo nie wysechł. Podawać z ryżem, gdy pierś będzie miękka. Nie mieszać z sosem, który się wytrąci podczas pieczenia (można nim polać ryż). Posypać natką pietruszki i kolendrą. Smak specyficzny, acz ciekawy :)
A na potwierdzenie, że wychodzi, załączam dowód rzeczowy :)
Voilà! & Bon appétit!) ;)

