Przeskocz do treści

Bardzo, bardzo ważne

17 Styczeń 2012

W biegu między ukraińskim a mitologią Nowej Zelandii znalazłam jedną bardzo, bardzo ważną rzecz. Przepisuję (konkretniej: wklejam) pewien tekst. Mam nadzieję, że się nie tylko spodoba, ale i przyda, chociaż jednej osobie, a to już będzie dużo.

A smile

A smile costs nothing, but gives much-
It takes but a moment, but the memory of it usually lasts forever.
None are so rich that can get along without it-
And none are so poor but that can be made rich by it.

It enriches those who receive, without making poor those who give-
It creates sunshine in the home,
Fosters good will in business,
And is the best antidote for trouble-
And yet it cannot be begged, borrowed, or stolen, for it is of no value
Unless it is given away.

Some people are too busy to give you a smile-
Give them one of yours-
For the good Lord knows that no one needs a smile so badly
As he or she who has no more smiles left to give.

Autor nieznany

Jako ilustrację do posta załączam kolejne z moich ulubionych zdjęć z Ukrainy :)

 

Świątecznie. Babeczki korzenne

20 Grudzień 2011

Jakiś czas temu zostałam poczęstowana babeczką. Niby nic, ale gdy spróbowałam, uznałam, że muszę poprosić o przepis do swojej „kolekcji”. Pomyślałam też, że przed Świętami warto podzielić się nim z innymi:

Przepis na 22 babeczki (jak ktoś chce więcej, wystarczy podwoić składniki)

Część „mokra”:

  • jajko;
  • 1 szklanka mleka;
  • 1/2 kostki roztopionego masła.

Część „sucha”:

  • 2 szklanki mąki;
  • 1/2 szklanki cukru;
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia;
  • po łyżeczce: mielonego cynamonu, imbiru, gałki muszkatołowej;
  • 1/2 łyżeczki kardamonu;
  • sól;
  • drobno pokrojona tabliczka czekolady (dobrze pasuje gorzka);
  • opcjonalnie trochę aromatu rumowego;
  • starte średnie jabłko (ja dodaję, ale nie trzeba).

Wymieszać część „mokrą” (najlepiej jajko ubijać na 2 razy – najpierw białko na sztywno z solą, potem żółtko i już inne rzeczy). Następnie dodać suche składniki. Jabłko i czekoladę na na końcu.

Wlać do natłuszczonych foremek lub wyłożonych papilotkami. Jednak co do foremki to lepiej wychodzą w nie tych wysokich jak z Ikei, ale niższych. Piec ok. 20 min w temp. ok. 200°C (chociaż wg mojego testu lepiej 180°C i tak 20–max.30 min). Tak żeby nabrały złocistego koloru. Nie przesadzić, bo potem jeszcze dosyć ściemnieją przez te przyprawy. Jak ktoś chce takie bardziej żółte w środku to może dodać kurkumę. Nie trzymać za długo w piekarniku, bo opadną.

Fajnie smakują z bitą śmietaną :)

Aha i na 3 dzień też są dobre, specjalnie testowałam ;)

Smacznych i wesołych Świąt!

- – -

Muszę przyznać, że za którymś razem pieczenia i eksperymentowania wykombinowałam jeszcze jeden składnik, ale nie podaję go – pozostanie moim „tajnym dodatkiem” ;) Wiele nie zmienia, ale trochę wzmacnia smak przypraw. Spoko, nic nielegalnego, ale każdy musi mieć jakiś swój sekretny dodatek czy cóś. Ale tak czy siak wychodzą pycha, mam potwierdzone przez szerokie grono osób! Ostatnio obiecano mi złoty pomnik. Mam nadzieję, że faktycznie koledze się w życiu powiedzie (zostanie wziętym pisarzem) i potem postawi mi gdzieś taki. Może być malutki ;)

pomysłowo!

15 Grudzień 2011

Choremu można się poopieprzać, nawet wejść na kwejka… No dobra, tylko na chwilę, bo bez szału, ale wyłapałam to:

Niesamowite! Ktoś miał świetny pomysł, a mi się przypomniała moja (w sumie nie tak dawna) młodość ;)
Gdzie jest Wally – ok, choć nie był moim ulubieńcem, ale miałam parę gazetek, albo czytałam je w bibliotece. Natomiast Gdzie się podziała Carmen Sandiego (ang. Where the Hell is Carmen Sandiego) to była swego czasu moja ulubiona bajka! No i połączenie uważam za świetne :D Myślę, że jeśli jeszcze ktoś kojarzy te rzeczy tak jak i ja, to też mu się spodoba :)
Póki co, tyle.

przemyśleń kilka w sobotnie popołudnie

10 Grudzień 2011

Muszę przyznać, że ludzie chyba nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać. Może jednak powinnam iść na maxa na psychologię? Niesamowite jest to jak czasem mylnie odczytują innych. Albo bardzo mylnie, albo przekręcają. Nic, ważne, że samemu się wie jak jest. Żeby to kurcze było pojedyncze zdarzenie, ale nie. Przyznam, że o tyle mnie to denerwuje, że jednak fajniej by było jakby można było jasno mieć wszystko. Jedno to jak chcemy, żeby inni nas postrzegali (niesamowicie dużą rolę odgrywa to autoprezentacja – nasze działania wobec innych, wpływ na postrzeganie nas przez innych), a drugie jak to odbiorą, albo jak to przekręcą przez wiele czynników – swoje spojrzenie, spojrzenie swojego otoczenia, aktualną sytuację. Nigdy nie wiadomo co z tego wyjdzie. Masakra. Chcesz być prawdziwy, a ktoś widzi cię, odczytuje inaczej, krzywo jakoś. I jak z tym coś zrobić? Bo takie coś powoduje dyskomfort. Ale trudno przetłumaczyć ludziom część rzeczy.

To tak jak w Garden State. Przez jeden wypadek w dzieciństwie ojciec Andrew Largemana myślał, że mały jest agresywny. Zupełnie nie zrozumiał syna, powodów jego jednorazowego wybuchu złości i frustracji i ustawił jego życie, które stało się egzystencją otumanionego przez  leki młodego człowieka. Pocieszające jest to, że młody Large chce od nowa wszystko odbudować. Niezależnie od tego, co było kiedyś. Zaczyna od odstawienia niepotrzebnych leków, później poprzez różne zdarzenia towarzyszące jego powrotowi do domu, obserwację życia dawnych przyjaciół i spotkania z różnymi ludźmi dochodzi do tego co ważne, czego chce i jak to zbudować.
O tym filmie miałam jeszcze napisać, ale w innym kontekście. Ostatnio czasu brakło niestety, może później. Teraz wrócił w kontekście ja–inni, aż fajnie. Polecam go, mimo, że tu opis mógł nie być aż tak zachęcający. Ale soundtrack ma świetny, poza tym daje do myślenia, choć prosty.

Wracając. Cieszy to, że można odkryć siebie, żyć w zgodzie z tym i czuć się szczęśliwym, fair. Tylko jakiś dysonans zawsze powstaje, zwłaszcza, jeśli otoczenie lub jednostki odbierają cię nieprawdziwie. Bo dlaczego? Tego nie w sposób wyjaśnić, co inny to inne przeżycia, spojrzenie i wartości. Wiadomo, nie dogodzisz wszystkim. Smutne to tylko jak dawni przyjaciele okazują się tymi, którzy już cię nie rozumieją. Ale cóż, człowiek zmienia się całe życie. Każdy, oni też. Bywa, że nadchodzi czas, by powiedzieć „Adieu!” i popłynąć w swoją stronę. Bo czasem wektory życia kierują nas ku innym horyzontom.
Pocieszające, że jest Ktoś, Kto zna nas takimi naprawdę i to w sumie jest najważniejsze. Ludzie są tylko ludźmi i mogą źle widzieć, mylić się. Każdy. Z resztą. Ani ja, ani nikt nie jest wolny od błędu i to, że np. mnie rani jakaś nieprawdziwość, niesprawiedliwość, to nie znaczy, że ja nie ranię czymś takim innych…

Pozostaje tylko pójść swoją drogą i zanucić:
Żegnam was, już wiem
nie załatwię wszystkich pilnych spraw.
Idę sam, właśnie tam
Gdzie czekają mnie.

Tam przyjaciół kilku mam od lat.
Dla nich zawsze śpiewam, dla nich gram.
Jeszcze raz, żegnam was
Nie spotkamy się.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.